Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże (Czechy). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże (Czechy). Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 marca 2014

Praga-Brno-Budapeszt

Na chwilę przerwę moje wakacyjne jeszcze relacje z długiej podróży po Ukrainie, aby pokazać Wam wycieczkę, która się już kończy – ale jeszcze parę godzin potrwa, bo posta piszę z autobusu relacji Praga-Warszawa, będąc właśnie gdzieś w okolicach Łodzi.

Ostatni tydzień lutego spędziliśmy za granicą – w Czechach, na Węgrzech, a siłą rzeczy, także trochę na Słowacji, bo poruszaliśmy się tylko po powierzchni ziemi.

Zaczęliśmy od Pragi, gdzie po nocnej podróży bezpośrednim pociągiem z Warszawy powitała nas piękna, wiosenna pogoda. Nie zamierzaliśmy zwiedzać niczego konkretnego – ot, tak po prostu, poprzypominać sobie przez dwa dni miejsca, w których nas dawno nie było i objeść się smażonym serem z frytkami i sosem tatarskim :)




Pochodziliśmy więc po Starym Mieście, Małej Stranie i Hradczanach. Na Rynku trwał festiwal karnawałowy, stały budki z kiełbaskami i piwem, a na scenie występowali artyści – my załapaliśmy się na koncert muzyki renesansowej.




Zrobiliśmy sobie tylko jedną dalszą wycieczkę w nowe dla nas miejsce – na zachodnich peryferiach Pragi wznosi się Biała Góra – miejsce przegranej bitwy armii czeskiej z wojskami habsburskimi, która rozegrała się w 1620 r. Jej efektem było wchłonięcie, na blisko 300 lat, niezależnego państwa czeskiego przez monarchię habsburską. Na polu bitwy zachowała się mogiła poległych, zwieńczona małym pomnikiem, wystawionym w 1920 r.


Z Pragi pojechaliśmy do Brna, gdzie spotkaliśmy się z naszymi znajomymi Czechami i również „poprzypominaliśmy” sobie miasto, odwiedzając antykwariaty i sklepy z materiałami do skrapowania :)

Na kolejne trzy dni pojechaliśmy do Budapesztu, gdzie dotychczas bywaliśmy jedynie przejazdem, nie zatrzymując się na noc. Stolica Węgier przywitała nas niespecjalną pogodą – było szaro i mgliście. Toteż, gdy na początek naszej wizyty wjechaliśmy na Górę Gellerta, na której stoi Cytadela i Pomnik Wolności, widoki nie były oszałamiające.





Potem przemieściliśmy się do Starego Miasta historycznej Budy. Dzielnica ta ma podłużny kształt, uwarunkowany położeniem na wzgórzu takiego kształtu. Oprócz szeregu malowniczych kamieniczek, obejrzeliśmy tam kościół Najświętszej Marii Panny i położone nieopodal neoromańskie rekonstrukcje dawnych murów i baszt obronnych, z których rozpościera się rozległy widok na Peszt, z monumentalny gmachem Parlamentu nad samym brzegiem Dunaju. Między kościołem a murami stoi konny posąg św. Stefana – pierwszego króla Węgier. Południową część wzgórza zajmuje, pełniący funkcje muzealne, zamek królewski – podobnie jak warszawski, odbudowany po silnym zniszczeniu w czasie II Wojny Światowej.








Po Dunaju pływają autobusy wodne – dosłownie :)


Obejrzeliśmy związane z Polską pomniki: generała Józefa Bema, obrońców twierdzy Przemyśl oraz pomordowanych w Katyniu, zaś wieczorem zrobiliśmy sobie spacer po naddunajskiej promenadzie, z widokami na starówkę w Budzie. Niestety, obecnie, na dość długim odcinku jest ona zamknięta z powodu przebudowy (w ogóle, sporo atrakcyjnych i ważnych turystycznie miejsc Budapesztu jest aktualnie w przebudowie, a dodatkowo, powstaje czwarta linia metra).




Drugi, słoneczny już dzień zaczęliśmy od wizyty w Muzeum Etnograficznym. Jego siedzibą jest ogromny budynek o pięknym wystroju reprezentacyjnej klatki schodowej i atrium. Ekspozycja stała, zajmująca kilkadziesiąt pomieszczeń na pierwszym piętrze gmachu, obrazuje szeroko rozumianą węgierską kulturę ludową we wszelkich jej aspektach – stroje ludowe, narzędzia rolnicze, rzemiosło. Jest tu także zainscenizowany targ oraz wnętrze kościoła w trakcie ceremonii ślubnej. Obecnie prezentowane są też dwie wystawy czasowe. Pierwsza z nich, umieszczona w kilku salach na parterze, opisuje szczegółowo jeden z regionów Węgier, zaś kilka sal na drugim piętrze zajęła druga, obejmująca współczesną japońską sztukę ludową. Jak na tak wielki gmach, wystawy te (zwłaszcza czasowe) prezentowały się jednak dość skromnie.






Po południu udaliśmy się na spacer po ulicach i deptakach Pesztu. Obejrzeliśmy katedrę św. Stefana i synagogę. Na jej dziedzińcu stoi pomnik ofiar Holocaustu, w kształcie wierzby płaczącej, na której liściach zapisane są imiona i nazwiska zamordowanych.





Stamtąd udaliśmy się na zakupy do Centralnej Hali Targowej przy Moście Wolności. Mogę szczerze polecić to miejsce – choć ceny są z pewnością ustawione pod turystów, to jednak artykuły spożywcze (w tym, popularna jako pamiątka, papryka w płóciennych woreczkach) i wszelkiego rodzaju suweniry są tu znacznie tańsze niż w miejscach bardziej uczęszczanych. Poza tym, można tu zjeść smacznego langosza :)


Potem pojechaliśmy obejrzeć z zewnątrz imponującą fasadę Muzeum Sztuki Użytkowej, ozdobioną cegłami, dachówkami i innymi elementami ceramicznymi o różnych kształtach i kolorach. Dokładnie naprzeciw tego gmachu wypatrzyłam dwa sklepy z materiałami do skrapowania – i poczyniłam małe zakupy :)


A wieczorem pojechaliśmy jeszcze raz na Górę Gellerta, obejrzeć rozświetlone miasto. Swoją drogą, ile to prądu idzie na te wszystkie iluminacje... :)


Dzień trzeci zaczęliśmy od Muzeum Historii Wojskowości – tu z kolei, niezbyt reprezentacyjny budynek kryje bardzo bogate zbiory. Na parterze zwiedziliśmy ekspozycję stałą, dotyczącą wydarzeń 1956 r., oraz czasową, obrazującą węgiersko-niemiecką współpracę w dziedzinie lotniczej w okresie międzywojennym. Jednym z eksponatów była wielka, piękna makieta budapeszteńskiego lotniska.


Na pierwszym piętrze znajdują się zaś dwie duże ekspozycje stałe – jedna o historii armii węgierskiej i austro-węgierskiej do 1918 r., a druga – o okresie międzywojennym i II Wojnie Światowej. Jeszcze jedna ekspozycja stała zajmuje główną klatkę schodową – w przeszklonych gablotach stoi kilkaset plastikowych modeli czołgów, armat i samolotów. Ponadto, wzdłuż ścian korytarzy rozstawione są różne działa, miny i torpedy, a na ścianach wiszą obrazy, mapy i plakaty o tematyce militarnej.


Ostatnim muzeum, odwiedzonym w Budapeszcie była stara apteka na Wzgórzu Zamkowym. Jedna z sal przedstawia wnętrze XVIII-wiecznej apteki, inna – pracownię alchemika. W gablotach można obejrzeć różne przyrządy i naczynia oraz zielniki i podręczniki farmaceutyczne. Ciekawym eksponatem jest głowa mumii – niegdyś ucierano je na proszek, stosowany jako lekarstwo na różne schorzenia – brrr...




Na koniec pojechaliśmy jeszcze pod pomnik Legionów Polskich, wystawiony jeszcze w okresie międzywojennym, po czym wróciliśmy do śródmieścia. Na głównym deptaku Pesztu widzieliśmy ulicznego artystę, zastygłego w mocno wygiętej pozie – zapewne, dzięki przemyślnemu zaczepieniu buta o kratę kanalizacji.


Widzieliśmy też siedzenia dla miłośników obserwacji ruchu tramwajowego ;)


Po trzech dniach w Budapeszcie wróciliśmy do naszych znajomych, do Brna i następnego dnia poszliśmy na spacer do nowo otwartego Muzeum Zabawek (jest to filia Muzeum Miejskiego). Jak czeski folklor każe, laleczki krzątały się po domu, a misie w tym czasie siedziały w gospodzie nad kuflami piwa :)))



Na koniec dnia poszliśmy jeszcze na wzgórze Szpilberk, czyli na brneńską Cytadelę, z otoczonym bastionami zamkiem, mieszczącym główne zbiory Muzeum Miejskiego i ładnym widokiem na okolicę.



A dziś wstaliśmy wcześnie rano, pojechaliśmy do Pragi, a stamtąd jedziemy właśnie do Warszawy. A więc - przedwczoraj jeszcze na Węgrzech i Słowacji, wczoraj w Czechach, a dziś w Polsce :)

sobota, 5 stycznia 2013

Na Sylwestra do Czech

Wprawdzie jeszcze nie skończyłam opisywać mojego wakacyjnego wyjazdu na Ukrainę, ale żeby przekazać wrażenia na gorąco, przeskoczę na chwilę za naszą południową granicę :)

W tym roku na Sylwestra skorzystaliśmy z zaproszenia naszych starych dobrych znajomych z Brna. Dojechaliśmy tam metodą kombinowaną. Z Warszawy wystartowaliśmy nocnym autobusem w czwartek 27 grudnia, by po średnio przespanej nocy dojechać na krótko przed szóstą rano do Pragi.

W Pradze byliśmy już wiele razy, ale po raz pierwszy widzieliśmy to miasto tak puste, jakby zaraza przez nie przeszła :) Na Václaváku - pojedynczy przechodnie, na Rynku - żywej duszy, na Moście Karola - jeden fotograf...

 


Posiedzieliśmy chwilkę przy herbatce na Rynku Małostrańskim, a gdy wyszliśmy - było już całkiem jasno. Wsiedliśmy w tramwaj i pojechaliśmy do ogromnej pasmanterii :) A potem - do równie ogromnych księgarni :)



Po zakupach udaliśmy się do naszej ulubionej gospody, ukrytej w jednej ze staromiejskich piwnic. Bo wbrew pozorom, nawet w samym centrum praskiego starego miasta można znaleźć pustawy lokal, w którym za normalną cenę podają smażony ser i polewają piwo :) W końcu rdzenni Prażacy też muszą mieć gdzie przyjść na obiad :)







A po południu wsiedliśmy do ekspresu "Brneński Smok" i pojechaliśmy do Brna, gdzie kolega odebrał nas z dworca.

Sobotę spędziliśmy, snując się uliczkami dawno nie widzianego Brna i zaglądając do antykwariatów i innych sklepów.





W niedzielę pojechaliśmy autobusem do Kromierzyża. Znajduje się tam ładne stare miasto z kilkoma świątyniami (największą jest monumentalny, neogotycki kościół św. Maurycego), barokowym słupem morowym (stawiano je jako wota za oddalenie epidemii) oraz, wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO, zespołem pałacowo-parkowym, należącym niegdyś do tutejszych arcybiskupów. 


Jednakże, zimą w Czechach wszystkie rezydencje tego typu są zamknięte, więc sam pałac obejrzeliśmy jedynie z zewnątrz. Z tej samej przyczyny nawet nie nastawialiśmy się na obejrzenie ogrodu kwiatowego. W zupełności jednak usatysfakcjonowała nas wizyta w ogromnym parku pałacowym, zabudowanym sztucznymi ruinami, kolumnadami i innymi obiektami małej architektury. Szczególną atrakcją jest znajdujące się na jego terenie małe ZOO. O ile małpy czy bobry siedzą zamknięte w klatkach, o tyle wszelkiego rodzaju ptactwo biega swobodnie po parkowych alejkach, a po otwartym wybiegu spacerują daniele, owce i osły. W dodatku, w parku spotkać można zające i wiewiórki.







Odwiedziliśmy też Muzeum Regionalne - również zaskakująco duże, jak na niewielką w sumie miejscowość. W dawnych piwnicach staromiejskich kamienic umieszczono multimedialną wystawę archeologiczno-historyczną, zaś na piętrach znajdują się ekspozycje przyrodnicze, folklorystyczne, galerie malarstwa i fotografii.

W Kromierzyżu byliśmy pierwszy raz, ale na pewno jeszcze kiedyś przyjedziemy tam latem. I nie w niedzielę, kiedy to czeskie miasteczka są całkowicie wymarłe i wszystko pozamykane jest na cztery spusty :)

Samego Sylwestra spędziliśmy na domowej imprezie razem z naszymi znajomymi Czechami (czy konkretnie, Morawiakami - bo oni swoją odrębność regionalną silnie podkreślają) i już nazajutrz musieliśmy wracać do domu, bo drugiego stycznia to przecież normalny dzień pracy... :(