sobota, 30 lipca 2011

Wakacje na Krymie cz. 5

Kolejnym miejscem odwiedzonym przez nas na Krymie była Ałuszta i Ałupka. Do Ałuszty dojechaliśmy marszrutką. Kierowcy marszrutek są szaleni, jeżdżą tak, jakby chcieli być pierwsi na mecie. Nie interesuje ich to, że jedzie się górską drogą, że są ostre zakręty - to wszystko nie jest ważne, ważna jest prędkość. Przez tydzień pobytu na Krymie wiedzieliśmy jednak tylko jeden wypadek z udziałem marszrutki - właśnie na trasie Symferopol - Ałuszta. 

 Czołowe zderzenie marszrutki z samochodem

Z Ałuszty chcieliśmy dostać się - najlepiej drogą morską do Ałupki. Niestety, nie było żadnego rejsu, więc marszrutką dojechaliśmy najpierw do Jałty, a stamtąd do Ałupki.
 
 Ałuszta


Ałupka okazała się przepięknym miejscem - góry i morze. W Ałupce znajduje się pałac, do którego ciągną tłumy zwiedzających. Właśnie tam spotkaliśmy najwięcej polskich turystów. Pałac Woroncowa jest budowlą niezwykłą. Warto zwiedzić go również w środku, cena za bilet nie jest wygórowana - 20 zł. Żoną Michaiła Woroncowa, właściciela pałacu, była Elżbieta z Branickich - czyli mamy na dalekim Krymie polski akcent.

 Park w Ałupce


 Pałac w Ałupce

 Plaża w Ałupce

Z Ałupki udało nam się wrócić drogą morską - rejsem po Morzu Czarnym. Dopłynęliśmy aż do Ałuszty. Za jedyne 24 zł przez ponad 3 godziny mieliśmy okazję z morza podziwiać piękno Krymu. Widzieliśmy m.in. cudne Jaskółcze Gniazdo (ikona Krymu), góry: Ajudah i Czatyrdah, pałac w Liwadii (tam podpisano Układ Jałtański).

Z Ałuszty powróciliśmy do Symferopola trolejbusem - to również atrakcja turystyczna. Niestety, trafiliśmy chyba na najstarszy trolejbus, jaki jeździ tą trasą. Ponieważ już było dość późno, a w trolejbusie nie było świateł, jechaliśmy w całkowitej ciemności.

Wycieczka była fantastyczna.

 Widok ze stateczku

 Jaskółcze Gniazdo

Pałac w Liwadii

(c.d.n.)

czwartek, 28 lipca 2011

Wakacje na Krymie cz. 4

Kolejnym miastem, do którego dotarliśmy, był Sewastopol. Z Symferopola elektriczką jedzie się tam ok. 2 godzin, koszt biletu to jedynie 3,20 zł - czyli właściwie za darmo. Czym bliżej Sewastopola, tym piękniejsze widoki za oknem.



Widok z okna pociągu


Sewastopol przywitał nas przepięknym słońcem i niesamowitym upałem, oraz mnóstwem pieniążków na chodnikach, które bez przerwy znajdowałam.

Jest to nowoczesne miasto, całkowicie zrusyfikowane, znajduje się tam baza rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. Jej okręty cumują we wszystkich zatokach, ale widać gołym okiem, że nie jest to zbyt nowoczesna flota.

Plany zwiedzania Sewastopola popsuła nam nagła burza z bardzo silnym wiatrem. Szybko więc zmodyfikowaliśmy plan i pojechaliśmy marszrutkami do Bałakławy. W zasadzie jest to dzielnica Sewastoploa i jest to przeurocze miejsce. Taki mały kurort. Tam na szczęście świeciło słońce. W Bałakławie można podziwiać ruiny twierdzy genueńskiej.



   
Sewastopol
 
 Sewastopol po gwałtownej burzy





Bałakława

Ruiny twierdzy genueńskiej

(C.D.N.)

środa, 27 lipca 2011

Wakacje na Krymie cz. 3

Kolejnym miastem, które odwiedziliśmy na Krymie, był Bachczysaraj. Z Symferopola można tam dojechać elektriczką - czyli pociągiem, który jest wyjątkowo tani. Do Bachczysaraju jedzie się ok. 40 min, czas ten warto spożytkować na podziwianie krajobrazu za oknem. Jeszcze słowo o elektriczkach - są szersze niż nasze pociągi osobowe, maja też drewniane siedzenia. Kolorytu podróży dodają panie (rzadziej panowie), sprzedające różnego rodzaju dobra, a to lody, a to napoje, świeże bułeczki domowej roboty, wachlarze, mapy, wilgotne chusteczki, gotowaną kukurydzę..... czegóż tam nie było.W podróży więc można się najeść i zaopatrzyć w inne dobra.

Elektriczka



Widok z okna elekriczki - pasące się kózki



Krajobraz widoczny z okna podczas podróży do Bachczysaraju


Ze stacji w Bachczysaraju do Pałacu Chanów należy przejść ok. 3 km, można tez dojechać marszrutką (my trafiliśmy na mało przyjemnych kierowców marszrutek i zdecydowaliśmy się przejść ten odcinek pieszo).

Pałac Chanów jest największą atrakcją Bachczysaraju - nie kupując biletów wstępu można obejrzeć go jedynie z zewnątrz. Warto oczywiście kupić bilet i zobaczyć jak całość wygląda w środku. Możemy zobaczyć m.in. Fontannę Łez, pokoje codzienne chanów, pokoje gości, harem. W poszczególnych pomieszczeniach są rozmieszczone ekspozycje, dotyczące historii i kultury Tatarów. Na terenie kompleksu pałacowego są dwa meczety. Jeden z nich do dnia dzisiejszego jest  użytkowany przez Tatarów (można go zwiedzić za dodatkową opłatą). Jeśli zakupimy kolejny dodatkowy bilet, możemy obejrzeć łaźnie (naprawdę warto), a także cmentarz chanów.




 Pałac Chanów

Fontanna Łez

Łaźnia

 Cmentarz Chanów

Minarety

 Pałac Chanów


Atrakcją jest także możliwość przebrania się w strój tatarski i zrobienie sobie zdjęcia w takim przebraniu -  oczywiście przebrałam się.




Po zwiedzeniu Pałacu, udaliśmy się marszrutką w stronę skalnego miasta Czufut-Kale.Oczywiście marszrutką dojechaliśmy tylko do pewnego miejsca, resztę drogi musieliśmy przebyć na własnych nogach - wspinaliśmy się do góry, w straszliwym upale. Po drodze minęliśmy przepiękny Monastyr Uspieński.

Czym bliżej Czufut-Kale, tym więcej straganów z pamiątkami - niestety niezbyt oryginalnymi (ciekawe jedynie były mieszanki ziołowe i tamtejsze przysmaki).

Kiedy dotarliśmy do Czufut-Kale, zaczęło padać - z jednej strony, była to chwila oddechu po takim upale, z drugiej - zwiedzane w deszczu jest mało przyjemne.

W strugach deszczu opuściliśmy Bachczysaraj.


Monastyr Uspieński

(C.D.N.)

wtorek, 26 lipca 2011

Wakacje na Krymie cz.2

Pierwszego dnia naszego pobytu na Krymie zwiedziliśmy miasto, w którym na cały tydzień zamieszkaliśmy - Symferopol.

Jest to stolica Krymu i moim zdaniem, jest to bardzo dobre miejsce wypadowe do innych krymskich miejscowości - ma bardzo dobre połączenia z innymi miastami.

Wprawdzie nie jest to zbyt czyste i urokliwe miejsce, ale ma swój specyficzny, niezapomniany klimat. Symferopolski dworzec jest swoistą wizytówka miasta - duży, czysty i naprawdę ładny. Nie wiem jak to się dzieje, ale pomimo wszędobylskich śmieci na ulicach czy chodnikach dworce na Ukrainie są zadbane i czyste.

Obok dworca kolejowego znajduje się dworzec, z którego odjeżdżają trolejbusy i marszrutki - wydaje się, że do wszystkich krymskich miejscowości. Panuje tam strasznie duży hałas i chaos, w którym jednak można się odnaleźć. Bilety na marszrutki nie są zbyt drogie, ale do kas stoją ciągle długie kolejki. Nie musimy się jednak martwić kolejkami, ani tym, że nie mamy biletu na marszrutkę - bilety właściwie same nas znajdą. Normą jest szukanie pasażerów przez kierowców - zewsząd słychać nazwy różnych miejscowości, do których są chętni nas zabrać. Ostrzegam - kierowcy marszrutek jeżdżą bardzo szybko, wyprzedzają na ostrych zakrętach, nie zwalniając nawet na sekundkę, a przy tym często rozmawiają przez telefon. A to wszystko dzieje się na krętej, górskiej drodze (na trasie Symferopol - Jałta).

Do Jałty można również dojechać trolejbusem - jest to chyba najdłuższa trasa trolejbusowa w Europie. Wprawdzie stan techniczny trolejbusów pozostawia bardzo dużo do życzenia, a droga ciągnie się w nieskończoność (do Jałty jedzie się ponad 3 godziny), jednak podróż tym środkiem lokomocji jest niezapomnianym przeżyciem.



 Dworzec w Symferopolu

 Dworzec z marszrutkami - tu chyba zawsze tętni życie


Trolejbus - jeden z nowszych
 
W samym Symferoplu nie ma zbyt wielu atrakcyjnych zabytków. Jest meczet, kilka cerkwi, gmach parlamentu, pomnik Lenina, park z nowoczesnymi rzeźbami, kilka ciekawych muzeów, oraz mnóstwo budek z przepysznymi czeburiekami i niezastąpiony kwas chlebowy, sprzedawany z beczek.


 Meczet

Parlament Autonomicznej Republiki Krymu

 Pomnik Lenina

 Deptak


Park z ekspozycją rzeźby nowoczesnej - tu motor, na który można wsiąść.

poniedziałek, 25 lipca 2011

Wakacje na Krymie cz.1

Kilka dni temu wróciłam ze swojej długo wyczekiwanej wyprawy na Krym.  Jest więc okazja, żeby podzielić się na blogu swoimi przeżyciami i spostrzeżeniami. Może ktoś dzięki temu również nabierze ochoty na taką wyprawę - szczerze polecam.

Podróż rozpoczęliśmy 9 lipca, na warszawskim Dworcu Zachodnim. Wsiedliśmy do bardzo długiego i bardzo nagrzanego ukraińskiego pociągu, relacji Warszawa- Symferopol. Czekała nas ponad 35-godzinna podróż. Na szczęście, 4-osobowe wagony sypialne okazały się całkiem wygodne. Ku naszemu zdziwieniu, działała również klimatyzacja - co chyba uratowało nam życie podczas tej długiej podróży. Każdy wagon takiego pociągu miał swoją panią "providnyk", która wpuszczała do wagonu, po czym na cały czas podróży zabierała bilety (oddała je dopiero tuż przed stacją docelową), można było u niej zamówić wrzątek lub herbatę.
Wagony ukraińskie, mimo całej swojej siermiężności, okazały się być czyste, a co najważniejsze, w toalecie przez całą podróż była woda i nie unosił się  nieprzyjemny zapach, tak często charakterystyczny dla polskich toalet pociągowych.


Ukraiński pociąg - był tak długi, że nie mieścił się na peronie.

Podróż do granicy minęła bardzo szybko, wymiana kół pociągu również odbyła się bardzo sprawnie, podobnie zresztą, jak kontrola graniczna.

Rano dotarliśmy do Kijowa, gdzie mieliśmy 4-godzinny postój, który wykorzystaliśmy do zwiedzenia ukraińskiej stolicy.
Zwiedzanie odbyło się w tempie ekspresowym, ale widzieliśmy najważniejsze zabytki: Złote Wrota, kilka przepięknych cerkwi i kościołów, Plac Niezależności (najbardziej reprezentacyjny plac Kijowa) i przeszliśmy się ulicą Chreszczatyk. Kijów okazał się być czystym i całkiem ładnym miastem, z bardzo szerokimi ulicami. Na pewno warto tu spędzić chociaż jeden dzień.

                        Dworzec w Kijowie - piękny i przede wszystkim czysty - u nas rzadkość.

Złote Wrota


 
Monaster św. Michała Archanioła


Pomnik Kozaka Mamaja

Ulica Chreszczatyk


Blok z ogromną ilością anten satelitarnych i klimatyzatorów.

Po zwiedzeniu Kijowa czekała nas już tylko kilkunastogodzinna podróż do Symferopola. Kiedy wróciliśmy do pociągu, okazało się, że do naszego przedziału dosiadło się dwóch Ukraińców. Okazali się być bardzo sympatyczni, jeden z nich dał nam namiar na kwaterę w Symferopolu. Jednym słowem nasze obawy o to, czy o czwartej nad ranem uda nam się znaleźć jakiś nocleg na najbliższy tydzień, okazały się bezpodstawne.

W Symferopolu o czwartej rano przywitała nas ciepła pogoda i tak już zostało do końca naszego pobytu na Krymie.


Dworzec w Symferopolu

(c.d.n.)

niedziela, 24 lipca 2011

Moje ukraińskie scrapowe zakupy

Podczas pobytu u naszych sąsiadów- za wschodnią granicą, kupiłam trochę materiałów do moich przyszłych prac. Ładne, prawda? ;)